- Już wszyscy wyszli. - Oplatająca ją ręka znieruchomiała i po chwili podjęła wędrówkę na nowo, ale dziewczyna zesztywniała.
- Dość! - syknęła i wyswobodziła się z uścisku.
- Janet, co się dzieje?
- Nic. Po prostu przyrządzam sefowi drinka. Jestem sekretarką. Zwykłą sekretarką. Zapomniał pan, inżynierze Ortega.
- Ach, daj mi już spokój - odburknął wydobywający się z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz.
Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.
- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?
Głos po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.
- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.
- Sama się lecz, wariatko! - huknął po chwili, gniotąc słuchawkę. Delikatny trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!
- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.
- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?
- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.
- Ach, no tak. To tylko na parę minut. Zaraz powiem Janet, żeby znalazła jakąś piastunkę iodeślę je do domu.
- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 10281 10282 10283 10284 10285 14997 14998 14999
- Dość! - syknęła i wyswobodziła się z uścisku.
- Janet, co się dzieje?
- Nic. Po prostu przyrządzam sefowi drinka. Jestem sekretarką. Zwykłą sekretarką. Zapomniał pan, inżynierze Ortega.
- Ach, daj mi już spokój - odburknął wydobywający się z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz.
Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.
- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?
Głos po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.
- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.
- Sama się lecz, wariatko! - huknął po chwili, gniotąc słuchawkę. Delikatny trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!
- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.
- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?
- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.
- Ach, no tak. To tylko na parę minut. Zaraz powiem Janet, żeby znalazła jakąś piastunkę iodeślę je do domu.
- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 10281 10282 10283 10284 10285 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Siku. - Jeden z c...
- Ale co się stało?...
- Co jest, Tony? - s...
- U mnie też czysto...
- Do Klispell?
...
- Bergman. Awaria w...
- Ja? Kiedy?
-...
Janet podniosła się,...
- O to chodzi, tak?...
- Zwariowałaś? W ta...
- No co za cham! - ...
Echo jęczącego blat...
- A, Roger - żachną...
- Gdzie jest Bergma...
Gdy zmęczony zarząd...
- Do Klispell?
...
- Prześlij źródła d...
- Do Klispell?
...
Rudzielec przez chw...
Mapa strony
- Siku. - Jeden z c...
- Ale co się stało?...
- Co jest, Tony? - s...
- U mnie też czysto...
- Do Klispell?
...
- Bergman. Awaria w...
- Ja? Kiedy?
-...
Janet podniosła się,...
- O to chodzi, tak?...
- Zwariowałaś? W ta...
- No co za cham! - ...
Echo jęczącego blat...
- A, Roger - żachną...
- Gdzie jest Bergma...
Gdy zmęczony zarząd...
- Do Klispell?
...
- Prześlij źródła d...
- Do Klispell?
...
Rudzielec przez chw...
Mapa strony