- Zwariowałaś? W takiej chwili?
- No to wracam, dyrektorze. - Dziewczyna zsunęła poły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.
- Dobrze, już dobrze, kobieto, łącz mnie, skro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet.
Dziewczyna uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź.
- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.
- Wyjedź, Janet i nie odprowadzaj nas. Sami trafimy.- Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nim jak kacze pisklęta za mamą kwoką.
Janet puściła dłoń Marka. Nie odszedł od razu. Gdy zadarł głowę, na dnie oczu błysnął jaskrawy blask. Trwało to krótko i równie dobrze mógł to być odblask migającej na górze jarzeniówki.
- Do zobaczenia, Janet - powiedział i nim dziwczyna zdążyła zareagować, dołączył do grupy.
W środku chłopcy uformowali dwuszereg. W przeszklonych pomieszczeniach raz po raz napotykali zdziwione spojrzenia projektantów, analityków, koderów i innych specjalistów tkających delikatną przędzę cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił w stronę wycieczki.
- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać?
- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad jednym z dzieciaków.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 12624 12625 12626 12627 12628 14997 14998 14999
- No to wracam, dyrektorze. - Dziewczyna zsunęła poły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.
- Dobrze, już dobrze, kobieto, łącz mnie, skro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet.
Dziewczyna uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź.
- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.
- Wyjedź, Janet i nie odprowadzaj nas. Sami trafimy.- Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nim jak kacze pisklęta za mamą kwoką.
Janet puściła dłoń Marka. Nie odszedł od razu. Gdy zadarł głowę, na dnie oczu błysnął jaskrawy blask. Trwało to krótko i równie dobrze mógł to być odblask migającej na górze jarzeniówki.
- Do zobaczenia, Janet - powiedział i nim dziwczyna zdążyła zareagować, dołączył do grupy.
W środku chłopcy uformowali dwuszereg. W przeszklonych pomieszczeniach raz po raz napotykali zdziwione spojrzenia projektantów, analityków, koderów i innych specjalistów tkających delikatną przędzę cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił w stronę wycieczki.
- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać?
- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad jednym z dzieciaków.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 12624 12625 12626 12627 12628 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Ja? Kiedy?
-...
- No te, co zwiedza...
- Łączę, dyrektorze...
- To dlaczego akura...
- Już przyszli. Chce...
- Do domu. - Dzieci...
- E tam, gadanie. D...
- Jak się nazywasz?...
- Ta firma to nie t...
- Powiedzieć Ortedz...
- Ale w zimie nie m...
- My tam - Stojący ...
- No to co chcecie ...
Janet popatrzyła na ...
- OK, ale najpierw ...
- Co najpierw? - Nie...
- Jakby cię zaprasz...
- No, jak to, szefi...
Ocknęła się i przez...
Mapa strony
- Ja? Kiedy?
-...
- No te, co zwiedza...
- Łączę, dyrektorze...
- To dlaczego akura...
- Już przyszli. Chce...
- Do domu. - Dzieci...
- E tam, gadanie. D...
- Jak się nazywasz?...
- Ta firma to nie t...
- Powiedzieć Ortedz...
- Ale w zimie nie m...
- My tam - Stojący ...
- No to co chcecie ...
Janet popatrzyła na ...
- OK, ale najpierw ...
- Co najpierw? - Nie...
- Jakby cię zaprasz...
- No, jak to, szefi...
Ocknęła się i przez...
Mapa strony