- Sama się lecz, wariatko! - huknął po chwili, gniotąc słuchawkę. Delikatny trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!
- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.
- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?
- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.
- To dlaczego chcesz mi za to płacić?
- Bo twój szef nie zgodzi się.
- Dlaczego?
- Ta firma to nie to, co się wydaje.
Janet uniosła brwi i znieruchomiała, ale po sekundzie opanowała się i podniosła słuchawkę.
- Tak, Roger. Co się stało?
- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj.
- Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.
- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.
- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 13 14 15 16 17 14997 14998 14999