- Najpierw usiądź, Janet.
Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony drwal na widok połcia słoniny. - Może dałoby się coś zrobić dla małej Janet. Gdyby tylko znów zrobiła się milusia?
Dziewczyna nie odwzajemniła uśmiechu. Szybko nalała sobie miarkę burbona, a potem spojrzała mu w oczy i wypiła do dna.
- To co, zgodzisz się? - zapytała rzeczowo.
- Ale w zimie nie ma tam wędkarzy.
- Nie bądź żałosny, Jose.
- Chodzi ci o wycieczkę, tak?
Spojrzała bystro, ale nic nie odpowiedział. Obrócił się na bok i wskazał ręką grube uda. Czarne spodnie wykonano z wysokogatunkowej wełny. Brązowy pasek cierpiał solidarnie z guzikami koszuli, mocując się z okazałym brzuchem, który już od wielu lat toczył przeciw nim skazaną na niepowodzenie wojnę o mehr Lebensraum.
- Siadaj!
- I wtedy się zgodzisz?
- Wtedy pomyślę - zaśmiał się.
Panujące w pomieszczeniu napięcie udzieliło się wreszcie dziewczynie. Delikatnie ścisnęła i rozkurczyła uda. Później udając, że poprawia włosy, dotknęła ramieniem swędzących brodawek.
- Ale zgodzisz sę?
- Najpierw usiądź, Janet.
Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony niemowlak do smoczka.
Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
- Zgodzisz się?
- Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.
- Ale najpierw, Jose.
- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji.
- Najpierw cię połączę z sierocińcem.
- Zwariowałaś? W takiej chwili?
- No to wracam, dyrektorze. - Dziewczyna zsunęła poły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 4 14997 14998 14999
Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony drwal na widok połcia słoniny. - Może dałoby się coś zrobić dla małej Janet. Gdyby tylko znów zrobiła się milusia?
Dziewczyna nie odwzajemniła uśmiechu. Szybko nalała sobie miarkę burbona, a potem spojrzała mu w oczy i wypiła do dna.
- To co, zgodzisz się? - zapytała rzeczowo.
- Ale w zimie nie ma tam wędkarzy.
- Nie bądź żałosny, Jose.
- Chodzi ci o wycieczkę, tak?
Spojrzała bystro, ale nic nie odpowiedział. Obrócił się na bok i wskazał ręką grube uda. Czarne spodnie wykonano z wysokogatunkowej wełny. Brązowy pasek cierpiał solidarnie z guzikami koszuli, mocując się z okazałym brzuchem, który już od wielu lat toczył przeciw nim skazaną na niepowodzenie wojnę o mehr Lebensraum.
- Siadaj!
- I wtedy się zgodzisz?
- Wtedy pomyślę - zaśmiał się.
Panujące w pomieszczeniu napięcie udzieliło się wreszcie dziewczynie. Delikatnie ścisnęła i rozkurczyła uda. Później udając, że poprawia włosy, dotknęła ramieniem swędzących brodawek.
- Ale zgodzisz sę?
- Najpierw usiądź, Janet.
Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony niemowlak do smoczka.
Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
- Zgodzisz się?
- Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.
- Ale najpierw, Jose.
- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji.
- Najpierw cię połączę z sierocińcem.
- Zwariowałaś? W takiej chwili?
- No to wracam, dyrektorze. - Dziewczyna zsunęła poły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 4 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Tak. Nie mogą się...
- Tak, Janet. Jak d...
- OK, OK. - Mike ma...
Ortega nie widział ...
- Pomyśl, Tony - na...
Gdy drzwi się zasun...
- Chcemy wracać. - ...
- Dużo wiem oJanet....
- My tam - Stojący ...
- Janet, złotko - p...
- I jak?
- Pos...
- Jak się nazywasz?...
- Jak usiądę to por...
- Zwariowałeś?
...
Chudy programista p...
- Tak. Dziękujemy - ...
- Polecenie Ortegi,...
Gdy drzwi się zasun...
- Jakie marzenie?
Mapa strony
- Tak. Nie mogą się...
- Tak, Janet. Jak d...
- OK, OK. - Mike ma...
Ortega nie widział ...
- Pomyśl, Tony - na...
Gdy drzwi się zasun...
- Chcemy wracać. - ...
- Dużo wiem oJanet....
- My tam - Stojący ...
- Janet, złotko - p...
- I jak?
- Pos...
- Jak się nazywasz?...
- Jak usiądę to por...
- Zwariowałeś?
...
Chudy programista p...
- Tak. Dziękujemy - ...
- Polecenie Ortegi,...
Gdy drzwi się zasun...
- Jakie marzenie?
Mapa strony