- Jakie chłopaki?
- No te, co zwiedzają naszą sekcję.
- Dobrze się czujesz, Tony? - Ortega parokrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.
- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.
- To dlaczego mówisz, że to moje dzieci!? To ta wycieczka. Zajmij się nimi i nie zawracaj mi więcej głowy takimi pierdołami! - Ortega trzasnął słuchawką i wyczerpany opadł na fotel.
Echo jęczącego blatu nie dotarło pod wejście w końcu korytarza, a później wycelował w rozsuwane wejście po prawej. - Oni tu.
- Wiecie, czego chcecie. Nie ma co? - Mike wyciągnął z kieszeni kartę magnetyczną, przesunął ją w czytniku i zadarł głowę. - JayPeg, otwieraj! Wycieczka z sierocińca.
- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia, panie Lindquist.
- A jasna cholera tam - zdenerwował się nagle Mike. - Skontaktuj się z Ortegą. Niech mi da dostęp do całości albo sam się zajmie tą wycieczą.
Jeszcze nie skończył, gdy na biurku dyrektora rozdzwonił się telefon.
- Tak. Wiem o tym, JayPeg. Chwileczkę. Muszę pomyśleć. - Ortega popatrzył przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.
- Ale co się stało?
- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj.
- Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców szarpał go za rękaw.
- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.
Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.
- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.
- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się.
- Wycieczka z sierocińca.
- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia, panie Lindquist - oznajmił doxer. - Mogę wpuścić tylko dzieci.
- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...
- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 22 23 24 25 26 14997 14998 14999