- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.
- No tak. Mike mi ich przyprowadził.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyrazięgnęła jeszcze w głąb biurowej lodówki, wyjęła z niej kubełek z lodem i tak doposażona, ponownie ruszyła do Ortegi.
Pod drzwiami usłyszała przytłumione odgłosy sprzeczki, więc przystawiła ucho, ale najwyraźniej na niewiele się to zdało, bo zaraz wróciła za biurko. Odstawiła tacę na bok, a z szuflady wyjęła wygięty w łuk spinacz. Odwróciła interkom i wsunęła go w jedno z gniazdek. Pasował idealnie i skrzynka zaczęła nadawać.
- Nie przyprowadzaj mi dzieci do pracy, Betty. - W głosie dyrektora pobrzmiewała mieszanka znudzenia i rozdrażnienia. - Czyś ty zwariowała, kobieto?
Nastąpiła chwila ciszy przerywana jedynie krótkimi "mhm" Ortegi.
- Nie, Betty - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet, połącz mnie z żoną. W tej chwili!
- Łączę, dyrektorze - Janet uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta powiększył się o pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 23 24 25 26 27 14997 14998 14999
- No tak. Mike mi ich przyprowadził.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyrazięgnęła jeszcze w głąb biurowej lodówki, wyjęła z niej kubełek z lodem i tak doposażona, ponownie ruszyła do Ortegi.
Pod drzwiami usłyszała przytłumione odgłosy sprzeczki, więc przystawiła ucho, ale najwyraźniej na niewiele się to zdało, bo zaraz wróciła za biurko. Odstawiła tacę na bok, a z szuflady wyjęła wygięty w łuk spinacz. Odwróciła interkom i wsunęła go w jedno z gniazdek. Pasował idealnie i skrzynka zaczęła nadawać.
- Nie przyprowadzaj mi dzieci do pracy, Betty. - W głosie dyrektora pobrzmiewała mieszanka znudzenia i rozdrażnienia. - Czyś ty zwariowała, kobieto?
Nastąpiła chwila ciszy przerywana jedynie krótkimi "mhm" Ortegi.
- Nie, Betty - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet, połącz mnie z żoną. W tej chwili!
- Łączę, dyrektorze - Janet uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta powiększył się o pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 23 24 25 26 27 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Tak. Nie mogą się...
- Ba! - Mike wzniós...
Szybkim ruchem dopił...
Gdy zmęczony zarząd...
- Do Klispell?
...
Gdy drzwi się zasun...
- Powiedzieć Ortedz...
- Ta firma to nie t...
- No jak tam, dziec...
- Tak. Nie mogą się...
- Nie ma pan dostęp...
- To dzieci Ortegi?...
Gdy drzwi się zasun...
- Ale najpierw, Jos...
- Nie uwaliłem się ...
- Rozumiecie coś z ...
- Prześlij źródła d...
- Pomogłaś mi, Jane...
Chudy programista po...
Mapa strony
- Tak. Nie mogą się...
- Ba! - Mike wzniós...
Szybkim ruchem dopił...
Gdy zmęczony zarząd...
- Do Klispell?
...
Gdy drzwi się zasun...
- Powiedzieć Ortedz...
- Ta firma to nie t...
- No jak tam, dziec...
- Tak. Nie mogą się...
- Nie ma pan dostęp...
- To dzieci Ortegi?...
Gdy drzwi się zasun...
- Ale najpierw, Jos...
- Nie uwaliłem się ...
- Rozumiecie coś z ...
- Prześlij źródła d...
- Pomogłaś mi, Jane...
Chudy programista po...
Mapa strony