- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Tam uniosła wieko z cienkich listewek i sięgnęła po karafkę. Butelka była wypełniona do połowy. Postawiła ją na tacy, a obok czystą szklankę i syfon. Następnie w wiszącym na ścianie lustrze poprawiła fryzurę i oglądając się krytycznie, rozpięła guzik niebieskiej bluzki. Czarna koronka stanika wyjrzała spod cienkiego jedwabiu, ale widocznie efekt był zbyt skromny, bo rozchyliła nieco klapy i przez moment patrzyła na siebie uważnie. Później uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku mahoniowego segmentu w rogu sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta powiększył się o pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź.
- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.
- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci podążyły za nimi.
Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny, po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił w stronę wycieczki.
- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać?
- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad jednym z dzieciaków.
- No to co chcecie zobaczyć?
- To. - Malec wskazał na konsolę.
- Chcesz się pobawić?
- Tak.
- Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę.
Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony.
- Bergman. Awaria w Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 24 25 26 27 28 14997 14998 14999
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Tam uniosła wieko z cienkich listewek i sięgnęła po karafkę. Butelka była wypełniona do połowy. Postawiła ją na tacy, a obok czystą szklankę i syfon. Następnie w wiszącym na ścianie lustrze poprawiła fryzurę i oglądając się krytycznie, rozpięła guzik niebieskiej bluzki. Czarna koronka stanika wyjrzała spod cienkiego jedwabiu, ale widocznie efekt był zbyt skromny, bo rozchyliła nieco klapy i przez moment patrzyła na siebie uważnie. Później uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku mahoniowego segmentu w rogu sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta powiększył się o pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź.
- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.
- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci podążyły za nimi.
Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny, po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił w stronę wycieczki.
- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać?
- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad jednym z dzieciaków.
- No to co chcecie zobaczyć?
- To. - Malec wskazał na konsolę.
- Chcesz się pobawić?
- Tak.
- Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę.
Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony.
- Bergman. Awaria w Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 24 25 26 27 28 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Sama się lecz, wa...
- Powiedzieć Ortedz...
- Co najpierw? - Ni...
- To sš te dzieciaki...
- No jak tam, dzieci...
- Przestań, Jose. Co...
- Dobrze. Załaduj. J...
- Dziwne te dziecia...
- Gdybym wiedział c...
Popatrzyła uważnie ...
- Tak. Dziękujemy -...
Trzej pracownicy sp...
- A masz dzieci?
Ortega nie widział ...
- A jasna cholera t...
Ortega nie widział ...
- Dobrze, dobrze. -...
- Bo twój szef nie ...
- Poznają.
- T...
Mapa strony
- Sama się lecz, wa...
- Powiedzieć Ortedz...
- Co najpierw? - Ni...
- To sš te dzieciaki...
- No jak tam, dzieci...
- Przestań, Jose. Co...
- Dobrze. Załaduj. J...
- Dziwne te dziecia...
- Gdybym wiedział c...
Popatrzyła uważnie ...
- Tak. Dziękujemy -...
Trzej pracownicy sp...
- A masz dzieci?
Ortega nie widział ...
- A jasna cholera t...
Ortega nie widział ...
- Dobrze, dobrze. -...
- Bo twój szef nie ...
- Poznają.
- T...
Mapa strony