- Dobrze, już dobrze, kobeto, łącz mnie, skoro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet.
Dziewczyna uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz.
Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.
- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?
Głos po drugiej stronie, w miejscu oddzielonym od rudowłosej Janet nieodgadłą tajemnicą Sieci, siedział mistrz stanu w pisaniu na czas. Nie zwróciła na to uwagi. Otarła łzę wierzchem dłoni i położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem brwi.
- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.
- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.
- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się również następnego ranka, gdy spostrzegła za oknem szóstkę maszerujących dzieci. Nacisnęła guzik i pochyliła się nad interkomem.
- Już przyszli. Chce pan ich oprowadzić, inżynierze Ortega. Nie mam nawet dyplomu.
Mężczyzna wziął napój i mrużąc oczy przed blaskiem chowającego się za ośnieżone szczyty słońca, doszedł do fotela, usiadł na nim i wyciągnął przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę i przeciągnął się leniwie, a potem zatarł dłonie i uśmiechnął, jak wygłodzony niemowlak do smoczka.
Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 4 5 14997 14998 14999
Dziewczyna uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz.
Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.
- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?
Głos po drugiej stronie, w miejscu oddzielonym od rudowłosej Janet nieodgadłą tajemnicą Sieci, siedział mistrz stanu w pisaniu na czas. Nie zwróciła na to uwagi. Otarła łzę wierzchem dłoni i położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem brwi.
- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.
- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.
- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się również następnego ranka, gdy spostrzegła za oknem szóstkę maszerujących dzieci. Nacisnęła guzik i pochyliła się nad interkomem.
- Już przyszli. Chce pan ich oprowadzić, inżynierze Ortega. Nie mam nawet dyplomu.
Mężczyzna wziął napój i mrużąc oczy przed blaskiem chowającego się za ośnieżone szczyty słońca, doszedł do fotela, usiadł na nim i wyciągnął przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę i przeciągnął się leniwie, a potem zatarł dłonie i uśmiechnął, jak wygłodzony niemowlak do smoczka.
Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 4 5 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Logi czyste.
-...
- Zgodzisz się?
- Skąd wiesz o taki...
- Ale... - Zawirował...
- No tak. Mike mi i...
- A, Roger - żachnšł...
- Poznajš.
- To ...
- Nieślubne? - Tony...
- Witam w Lakeside ...
- I jak?
- Pos...
- Tak. Dziękujemy - ...
- A rób sobie co ch...
- Nielubne? - Tony ...
- Janet, złotko - po...
- Zadzwoń, zadzwoń -...
- No, te dzieci.
- Najpierw cię połą...
- Dziwne te dziecia...
- Odbierze po wycie...
Mapa strony
- Logi czyste.
-...
- Zgodzisz się?
- Skąd wiesz o taki...
- Ale... - Zawirował...
- No tak. Mike mi i...
- A, Roger - żachnšł...
- Poznajš.
- To ...
- Nieślubne? - Tony...
- Witam w Lakeside ...
- I jak?
- Pos...
- Tak. Dziękujemy - ...
- A rób sobie co ch...
- Nielubne? - Tony ...
- Janet, złotko - po...
- Zadzwoń, zadzwoń -...
- No, te dzieci.
- Najpierw cię połą...
- Dziwne te dziecia...
- Odbierze po wycie...
Mapa strony