Położyła ręce na klawiaturze. Kursor migał.
- OK - wpisała po dłuższej chwili.
- Dziękuję. - Odpowiedź nadeszła natychmiast i zdalny rozmówca rozłączył się. Zaraz po tym zadzwonił telefon. Janet podskoczyła, jakby zobaczyła ducha, ale po sekundzie opanowała się i podniosła słuchawkę.
- Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?
W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Zmieniła nazwisko. Wiem, że kłamie o rodzicach. Nie zginęły obydwa. Ojciec tylko. Matka wyparła się. Kochanek nie chciał. Janet w sierociniec. Straszna, straszne, ale prawda.
Potok symboli płynął gdzieś z głębin cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie. - To nie jest jedyny sposób, żeby dzieci widywały ojca. Jestem po prostu zaharowany. Wiesz, że robię to dla was, więc przestań. Omówimy to w domu. Teraz mam naradę. Muszę kończyć. Pa.
Krótki trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!
- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.
- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?
- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.
- Ach, no tak. To tylko na parę minut. Zaraz powiem Janet, żeby znalazła jakąś piastunkę iodeślę je do domu.
- Nie ma sprawy, Janet - powiedział JayPeg. - Jaki jest powód?
- Ma oprowadzić wycieczkę z sierocińca.
- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia, panie Lindquist.
- A jasna cholera tam - zdenerwował się nagle Mike. - Skontaktuj się z Ortegą. Niech mi da dostęp do całości albo sam się zajmie tą wycieczą.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 28 29 30 31 32 14997 14998 14999
- OK - wpisała po dłuższej chwili.
- Dziękuję. - Odpowiedź nadeszła natychmiast i zdalny rozmówca rozłączył się. Zaraz po tym zadzwonił telefon. Janet podskoczyła, jakby zobaczyła ducha, ale po sekundzie opanowała się i podniosła słuchawkę.
- Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?
W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Zmieniła nazwisko. Wiem, że kłamie o rodzicach. Nie zginęły obydwa. Ojciec tylko. Matka wyparła się. Kochanek nie chciał. Janet w sierociniec. Straszna, straszne, ale prawda.
Potok symboli płynął gdzieś z głębin cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie. - To nie jest jedyny sposób, żeby dzieci widywały ojca. Jestem po prostu zaharowany. Wiesz, że robię to dla was, więc przestań. Omówimy to w domu. Teraz mam naradę. Muszę kończyć. Pa.
Krótki trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!
- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.
- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?
- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.
- Ach, no tak. To tylko na parę minut. Zaraz powiem Janet, żeby znalazła jakąś piastunkę iodeślę je do domu.
- Nie ma sprawy, Janet - powiedział JayPeg. - Jaki jest powód?
- Ma oprowadzić wycieczkę z sierocińca.
- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia, panie Lindquist.
- A jasna cholera tam - zdenerwował się nagle Mike. - Skontaktuj się z Ortegą. Niech mi da dostęp do całości albo sam się zajmie tą wycieczą.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 28 29 30 31 32 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Rozumiecie coś z ...
- Ale dlaczego, dyr...
- Do Klispell?
...
- Przyjąłem - potwi...
- Przyjąłem - potwi...
Drzwi odsunęły się....
- To zmień tak, żeby...
- Sto tysięcy, mało...
- Odbierze po wyciec...
- A opiekun? - zapy...
- Łączę, dyrektorze...
- Bergman. Awaria w...
- Dobrze. - Wzięła g...
- Mam, ale nowy tran...
- Poszło. Dopisz źr...
- Do domu. - Dzieci...
- Nieślubne? - Tony...
- Kim jesteś? - wpi...
- Co, Terry? Co jes...
Mapa strony
- Rozumiecie coś z ...
- Ale dlaczego, dyr...
- Do Klispell?
...
- Przyjąłem - potwi...
- Przyjąłem - potwi...
Drzwi odsunęły się....
- To zmień tak, żeby...
- Sto tysięcy, mało...
- Odbierze po wyciec...
- A opiekun? - zapy...
- Łączę, dyrektorze...
- Bergman. Awaria w...
- Dobrze. - Wzięła g...
- Mam, ale nowy tran...
- Poszło. Dopisz źr...
- Do domu. - Dzieci...
- Nieślubne? - Tony...
- Kim jesteś? - wpi...
- Co, Terry? Co jes...
Mapa strony