- Niezłe tempo. - Dziewczyna zsunęła poły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.
- Dobrze, już dobrze, kobeto, łącz mnie, skoro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet.
Dziewczyna uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem brwi.
- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.
- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.
- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedziała chłodno, stawiając tacę na biurku.
- Lód? Czy to znaczy, że mała Janet znów będzie milusia? - Zaśmiał się, a potem, zgasił papierosa i ciężko podniósł się z fotela. Wysoki wzrost odwracał uwagę od wystającego brzucha. Okrążył biurko i zaszedł ją do tyłu. Brązowy płyn wypełnił jedną trzecią szklanki, gdy poczuła na karku przyspieszony oddech. Jedna ręka objęła jej piersi. Druga zaplątała się we włosach.
- Pięknie pachniesz - szepnął prosto do ucha. - Ten zapach prześladuje mnie całymi dniami, Janet. Nawet nocami nie potrafię go zapomnieć.
- Przestań, Jose. Co ty wyprawiasz?
- Już wszyscy wyszli. - Oplatająca ją ręka znieruchomiała i po chwili podjęła wędrówkę na nowo, ale dziewczyna zesztywniała.
- Dość! - syknęła i wyswobodziła się z uścisku.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 31 32 33 34 35 14997 14998 14999
- Dobrze, już dobrze, kobeto, łącz mnie, skoro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet.
Dziewczyna uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.
- Słucham?
- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem brwi.
- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.
- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.
- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedziała chłodno, stawiając tacę na biurku.
- Lód? Czy to znaczy, że mała Janet znów będzie milusia? - Zaśmiał się, a potem, zgasił papierosa i ciężko podniósł się z fotela. Wysoki wzrost odwracał uwagę od wystającego brzucha. Okrążył biurko i zaszedł ją do tyłu. Brązowy płyn wypełnił jedną trzecią szklanki, gdy poczuła na karku przyspieszony oddech. Jedna ręka objęła jej piersi. Druga zaplątała się we włosach.
- Pięknie pachniesz - szepnął prosto do ucha. - Ten zapach prześladuje mnie całymi dniami, Janet. Nawet nocami nie potrafię go zapomnieć.
- Przestań, Jose. Co ty wyprawiasz?
- Już wszyscy wyszli. - Oplatająca ją ręka znieruchomiała i po chwili podjęła wędrówkę na nowo, ale dziewczyna zesztywniała.
- Dość! - syknęła i wyswobodziła się z uścisku.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 31 32 33 34 35 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Co, Terry? Co jest...
- Ale, szefie, ja j...
- Bo ja wiem, Terry...
- Rozumiecie coś z ...
- Co?
- Co, co...
- Ale ja się przeci...
- Kim jesteś? - wpi...
- No przecież sam m...
- Pomyśl, Tony - na...
- Jaki opiekun?
- Dużo wiem o Janet...
- I jak?
- Pos...
- Jak się nazywasz?...
Ruszyli dalej zosta...
- No przecież sam m...
- Nie ma za co, Mar...
- To dlaczego mówis...
- Dość! - syknęła i...
Janet przymknęła ocz...
Mapa strony
- Co, Terry? Co jest...
- Ale, szefie, ja j...
- Bo ja wiem, Terry...
- Rozumiecie coś z ...
- Co?
- Co, co...
- Ale ja się przeci...
- Kim jesteś? - wpi...
- No przecież sam m...
- Pomyśl, Tony - na...
- Jaki opiekun?
- Dużo wiem o Janet...
- I jak?
- Pos...
- Jak się nazywasz?...
Ruszyli dalej zosta...
- No przecież sam m...
- Nie ma za co, Mar...
- To dlaczego mówis...
- Dość! - syknęła i...
Janet przymknęła ocz...
Mapa strony