- To jak przyszły?
- A normalnie. - Strażnik wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.
Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.
- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.
- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.
- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.
- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się również następnego ranka, gdy spostrzegła za oknem szóstkę maszerujących dzieci. Nacisnęła guzik i pochyliła się nad chłopcem.
- Jak się nazywasz?
- Mark.
- Dobrze. - Wzięła go za rękę i ruszyła w stronę gabinetu. W połowie drogi zatrzymała się w niezdecydowanj pozie i po krótkim namyśle zawróciła do barku. Dostawiła drugą szklankę, a potem sięgnęła jeszcze w głąb biurowej lodówki, wyjęła z niej kubełek z lodem i tak doposażona, ponownie ruszyła do Ortegi.
Pod drzwiami usłyszała przytłumione odgłosy sprzeczki, więc przystawiła ucho, ale najwyraźniej na niewiele się to zdało, bo zaraz wróciła za biurko. Odstawiła tacę na bok, a z szuflady wyjęła wygięty w łuk spinacz. Odwróciła interkom i wsunęła go w jedno z gniazdek. Pasował idealnie i skrzynka zaczęła nadawać.
- Nie przyprowadzaj mi dzieci do pracy, Betty. - W głosie dyrektora pobrzmiewała mieszanka znudzenia i rozdrażnienia. - Czyś ty zwariowała, kobieto?
Nastąpiła chwila ciszy przerywana jedynie krótkimi "mhm" Ortegi.
- Nie, Betty - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuję i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.
- Bez lodu? - zdziwiła się.
- Tak. Wystarczy, że ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 3338 3339 3340 3341 3342 14997 14998 14999
- A normalnie. - Strażnik wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.
Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.
- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.
- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.
- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.
- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się również następnego ranka, gdy spostrzegła za oknem szóstkę maszerujących dzieci. Nacisnęła guzik i pochyliła się nad chłopcem.
- Jak się nazywasz?
- Mark.
- Dobrze. - Wzięła go za rękę i ruszyła w stronę gabinetu. W połowie drogi zatrzymała się w niezdecydowanj pozie i po krótkim namyśle zawróciła do barku. Dostawiła drugą szklankę, a potem sięgnęła jeszcze w głąb biurowej lodówki, wyjęła z niej kubełek z lodem i tak doposażona, ponownie ruszyła do Ortegi.
Pod drzwiami usłyszała przytłumione odgłosy sprzeczki, więc przystawiła ucho, ale najwyraźniej na niewiele się to zdało, bo zaraz wróciła za biurko. Odstawiła tacę na bok, a z szuflady wyjęła wygięty w łuk spinacz. Odwróciła interkom i wsunęła go w jedno z gniazdek. Pasował idealnie i skrzynka zaczęła nadawać.
- Nie przyprowadzaj mi dzieci do pracy, Betty. - W głosie dyrektora pobrzmiewała mieszanka znudzenia i rozdrażnienia. - Czyś ty zwariowała, kobieto?
Nastąpiła chwila ciszy przerywana jedynie krótkimi "mhm" Ortegi.
- Nie, Betty - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuję i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.
- Bez lodu? - zdziwiła się.
- Tak. Wystarczy, że ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 3338 3339 3340 3341 3342 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Tak, bo w przeciw...
- Jest za co, Janet...
Echo jęczącego blat...
- Tak. Dziękujemy -...
- Skąd to wszystko ...
- No więc ta młodsza...
- No, chciałem tylko...
- Wydawało ci się, ...
- Nie wiem. Jak będ...
- Jak dawniej, Jose...
- Nie. - Strażnik w...
Położyła ręce na kla...
- No, jak to, szefi...
- Siku. - Jeden z c...
- Skšd to wszystko w...
- No więc ta młodsz...
- Kim jesteś? - wpi...
- Lód? Czy to znacz...
Ocknęła się i przez ...
Mapa strony
- Tak, bo w przeciw...
- Jest za co, Janet...
Echo jęczącego blat...
- Tak. Dziękujemy -...
- Skąd to wszystko ...
- No więc ta młodsza...
- No, chciałem tylko...
- Wydawało ci się, ...
- Nie wiem. Jak będ...
- Jak dawniej, Jose...
- Nie. - Strażnik w...
Położyła ręce na kla...
- No, jak to, szefi...
- Siku. - Jeden z c...
- Skšd to wszystko w...
- No więc ta młodsz...
- Kim jesteś? - wpi...
- Lód? Czy to znacz...
Ocknęła się i przez ...
Mapa strony