- Janet, co się dzieje?
- Nic. Po prostu przyrządzam sefowi drinka. Jestem sekretarką. Zwykłą sekretarką. Zapomniał pan, inżynierze Ortega.
- Ach, daj mi już spokój - odburknął wydobywający się z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedziała chłodno, stawiając tacę na biurku.
- Ale ja się przecież nie kłócę, Janet. Proszę cię tylko, żebyś na razie nie łączyła. Po prostu powiedz im, że się zastanowię i oddzwonię. Aha i wpadnij do mnie. - Nie czekając na odpowiedź,przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później przeciągnął głową po rzednących włosach i położył nogi na biurku. - Wczoraj był odjechany dzień, ale dziś to już kompletnie wszystkim odwala od samego rana.
Gdy zmęczony zarządzaniem Ortega ocierał czoło, w pomieszczeniu sekcji programowania systemowego Tony pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton - uśmiechnął się porozumiewawczo. - No, domyśl.
Rudzielec przez chwilę tarmosił brodę, a później pokręcił przecząco głową.
- Nie mam pojęcia.
- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?
- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Wylądają podobnie, no nie? Zresztą, co będę ploty roznosił. Może go spytaj. No to się zmywam. Chodźcie, dzieciaki.
Ruszyli dalej zostawiając Rogera z gębą rozdziawioną szeroko jak chłodzący się aligator. Zanim dotarli do końca, telefon Ortegi rozdzwonił się ponownie. Dyrektor zerknął na wyświetlacz i sięgnął po słuchawkę.
- Tak, Roger. Co się stało?
- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj.
- Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 32 33 34 35 36 14997 14998 14999