- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Może zorganizujemy w ten weekend jakiś wspólny wypad? Bo ja wiem, choćby do Canyon Creek. Wyobraź sobie, tylko ty, ja i ogień na kominku. Wszystko będzie jak dawniej.
Dziewczyna przysunęła do biurka ażurowy fotel i usiadła naprzeciw Ortegi. Zgrabne nogi ginęły w mroku wąskiej spódnicy, a w ruchach pojawiła się miękka zmysłowość. Kokieteryjnym gestem przesunęła włosy na prawą stronę, a potem założyła nogę na nogę.
- Jak dawniej, Jose?
- Tak, Janet. Jak dawniej. - Nie wyczuł jadowitego zabarwienia w głosie. Pociągnął tylko ze szklanki iuśmiechnął się porozumiewawczo. - No, domyśl.
Rudzielec przez chwilę tarmosił brodę, a później pokręcił przecząco głową.
- Nie mam pojęcia.
- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?
- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.
- Ale co się stało?
- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj.
- Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców szarpał go za rękaw.
- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.
Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.
- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.
- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stał Mike.
- To są te dzieciaki? - zapytał.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 33 34 35 36 37 14997 14998 14999
Dziewczyna przysunęła do biurka ażurowy fotel i usiadła naprzeciw Ortegi. Zgrabne nogi ginęły w mroku wąskiej spódnicy, a w ruchach pojawiła się miękka zmysłowość. Kokieteryjnym gestem przesunęła włosy na prawą stronę, a potem założyła nogę na nogę.
- Jak dawniej, Jose?
- Tak, Janet. Jak dawniej. - Nie wyczuł jadowitego zabarwienia w głosie. Pociągnął tylko ze szklanki iuśmiechnął się porozumiewawczo. - No, domyśl.
Rudzielec przez chwilę tarmosił brodę, a później pokręcił przecząco głową.
- Nie mam pojęcia.
- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?
- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.
- Ale co się stało?
- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj.
- Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców szarpał go za rękaw.
- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.
Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.
- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.
- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stał Mike.
- To są te dzieciaki? - zapytał.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 33 34 35 36 37 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Nieślubne? - Tony...
Uniosła z niedowier...
- Ale co z tymi dzi...
- Sprawdzam... OK. W...
- Jakby cię zaprasz...
- W Kalispell?
...
- Nie, Mike - zamia...
- Jakie marzenie?
- Poszło... - malec ...
Ruszyli dalej zosta...
- Nieślubne? - Tony...
- Przyjąłem - potwi...
- I jak?
- Pos...
- Betty! - wrzasnął...
- Ach, no tak. To t...
- Bo twój szef nie z...
- Sama się lecz, wa...
Mężczyźni zasiedli ...
- I wtedy się zgodz...
Mapa strony
- Nieślubne? - Tony...
Uniosła z niedowier...
- Ale co z tymi dzi...
- Sprawdzam... OK. W...
- Jakby cię zaprasz...
- W Kalispell?
...
- Nie, Mike - zamia...
- Jakie marzenie?
- Poszło... - malec ...
Ruszyli dalej zosta...
- Nieślubne? - Tony...
- Przyjąłem - potwi...
- I jak?
- Pos...
- Betty! - wrzasnął...
- Ach, no tak. To t...
- Bo twój szef nie z...
- Sama się lecz, wa...
Mężczyźni zasiedli ...
- I wtedy się zgodz...
Mapa strony