- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.
- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopca za rękę i ruszył w stronę laboratoriów. Pozostałe dzieci podążyły za nim jak kacze pisklęta za mamą kwoką.
Janet puściła dłoń Marka. Nie odszedł od razu. Gdy zadarł głowę, na dnie oczu błysnął jaskrawy blask. Trwało to krótko i równie dobrze mógł to być odblask migającej na górze jarzeniówki.
- Do zobaczenia, Janet - pwiedział i nim dziewczyna zdążyła zareagować, dołączył do grupy.
W środku chłopcy uformowali dwuszereg. W przeszklonych pomieszczeniach raz po raz napotykali zdziwione spojrzenia projektantów, analityków, koderów i innych specjalistów tkających delikatną przędzę cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił w stronę wycieczki.
- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać?
- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, a później wycelował w rozsuwane wejście po prawej. - Oni tu.
- Wiecie, czego chcecie. Nie ma co? - Mike wyciągnął z kieszeni kartę magnetyczną, przesunął ją w czytniku i zadarł głowę. - JayPeg, otwieraj! Wycieczka z sierocińca.
Po kilkunastu metrach trafiła na schody i trzymając się metalowej poręczy, zbiegła na parter. Zobaczyła ich od razu. Stali naprzeciw okrągłej recepcji. Wszyscy wyglądali prawie tak samo: granatowe kurtki z ortalionu były szczelnie dopięte pod szyją, a pomarańczowe kaptury zachodziły głęboko na oczy.
Stary ochronarz przyglądał się im z zaciekawieniem, bo widoczne spod kapturów twarzyczki wydawały się bardzo blade i wychudzone. Drugi pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton.
Po kilku sekundach drzwi się otworzyły. Za progiem stała Janet i uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.
- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 3630 3631 3632 3633 3634 14997 14998 14999