- Co, Terry? Co jest nie tak? - Stanley ziewnął ze znużeniem. Kilka tysięcy wieczorów przed telewizorem z górą frytek i piwem do reszty zdołały stępić niezbyt lotny od urodzenia mózg.
- Gdybym wiedział co, to bym się ciebie nie pytał.
- E tam, gadanie. Dzieci jak dzieci. Jedne są wesołe, a inne nie. Może oglądasz za dużo horrorów? - Obejrzał się, czy nikt nie idzie, i rozczapierzył ręce. Potem wywrócił białka oczu do góry i sztywnym krokiem zaczął się zbliżaćdo kolegi. Z bladą twarzą i wystającym brzuchem wyglądał jak karykatura Frankensteina. - Obcy są wśród nas. Rozkaz, zniszczyć Ziemian.
- Nie rób sobie jaj. Jeszcze coś wykraczesz i dopiero będzie. Tak tylko mówiłem.
Dialogu ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.
- Witam w laboratoriach Lakeside Software, słucham.
- Tu Beatrice Ortega - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.
- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.
- To dlaczego chcesz mi za to płacić?
- Bo twój szef nie zgodzi się.
- Dlaczego?
- Ta firma to nie to, co się wydaje.
Janet uniosła brwi i znieruchomiała i po chwili podjęła wędrówkę na nowo, ale dziewczyna zesztywniała.
- Dość! - syknęła i wyswobodziła się z uścisku.
- Janet, co się dzieje?
- Nic. Po prostu przyrządzam sefowi drinka. Jestem sekretarką. Zwykłą sekretarką. Zapomniał pan, inżynierze Ortega. Nie mam nawet dyplomu.
Mężczyzna wziął napój i mrużąc oczy przed blaskiem chowającego się za ośnieżone szczyty słońca, doszedł do fotela, usiadł na nim i wyciągnął przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.
- Ale co się stało?
- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj.
- Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.
Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem, a potem zadarł głowę.
- JayPeg! Połącz się z Janet, Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.
- Przyjąłem - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze. Kursor migał.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 35 36 37 38 39 14997 14998 14999