- Witam szefie - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuję i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.
- Bez lodu? - zdziwiła się.
- Tak. Wystarczy, że ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.
Siedząca za niewielkim biurkiem dziewczyna wzruszyła ramionami. - Może zadzwoń do Ortegi i powiedz mu o tym.
- Zadzwoń, zadzwoń - mruknął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.
- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?
- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem.
Po kilkunastu metrach trafiła na schody i trzymając się metalowej poręczy, zbiegła na parter. Zobaczyła ich od razu. Stali naprzeciw okrągłej recepcji. Wszyscy wyglądali prawie tak samo: granatowe kurtki z ortalionu były szczelnie dopięte pod szyją, a pomarańczowe kaptury zachodziły głęboko na oczy.
Stary ochronarz przyglądał się im z zaciekawieniem, bo widoczne spod kapturów twarzyczki wydawały się bardzo blade i wychudzone. Drugi pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton. - Ton polecenia był bardzo oficjalny.
- Dyrektor na linii, proszę pani. - Janet wcisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem brwi.
- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.
- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.
- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos. - Niech Mike się tym zajmie. Tylko nie wpuszczać mi do laboratorium żadnych opiekunów. Same bachory. Wychowawcy niech sobie wypiją kawę z ochroną.
Janet podniosła się, ruszyła do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła metalowych drzwi.
- Witam w Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 40 41 42 43 44 14997 14998 14999
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuję i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.
- Bez lodu? - zdziwiła się.
- Tak. Wystarczy, że ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.
Siedząca za niewielkim biurkiem dziewczyna wzruszyła ramionami. - Może zadzwoń do Ortegi i powiedz mu o tym.
- Zadzwoń, zadzwoń - mruknął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.
- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?
- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem.
Po kilkunastu metrach trafiła na schody i trzymając się metalowej poręczy, zbiegła na parter. Zobaczyła ich od razu. Stali naprzeciw okrągłej recepcji. Wszyscy wyglądali prawie tak samo: granatowe kurtki z ortalionu były szczelnie dopięte pod szyją, a pomarańczowe kaptury zachodziły głęboko na oczy.
Stary ochronarz przyglądał się im z zaciekawieniem, bo widoczne spod kapturów twarzyczki wydawały się bardzo blade i wychudzone. Drugi pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton. - Ton polecenia był bardzo oficjalny.
- Dyrektor na linii, proszę pani. - Janet wcisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.
- Jakie marzenie?
- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.
Uniosła z niedowierzaniem brwi.
- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.
- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.
- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos. - Niech Mike się tym zajmie. Tylko nie wpuszczać mi do laboratorium żadnych opiekunów. Same bachory. Wychowawcy niech sobie wypiją kawę z ochroną.
Janet podniosła się, ruszyła do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła metalowych drzwi.
- Witam w Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 40 41 42 43 44 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Lakeside Software...
Dialogu ochroniarzy...
- Skąd to wszystko ...
- Zwariowałeś?
...
- Tak. Poszę połącz...
Uniosła z niedowier...
- Polecenie Ortegi,...
Chudy programista po...
- I jak?
- Pos...
- Tak. Nie mogą się...
- Tak, bo w przeciw...
- Co najpierw? - Nie...
- Nie uwaliłem się ...
- No, jak to, szefi...
Drzwi odsunęły się. ...
Popatrzyła uważnie ...
- Jest za co, Janet....
- Jest za co, Janet...
Janet popatrzyła na...
Mapa strony
- Lakeside Software...
Dialogu ochroniarzy...
- Skąd to wszystko ...
- Zwariowałeś?
...
- Tak. Poszę połącz...
Uniosła z niedowier...
- Polecenie Ortegi,...
Chudy programista po...
- I jak?
- Pos...
- Tak. Nie mogą się...
- Tak, bo w przeciw...
- Co najpierw? - Nie...
- Nie uwaliłem się ...
- No, jak to, szefi...
Drzwi odsunęły się. ...
Popatrzyła uważnie ...
- Jest za co, Janet....
- Jest za co, Janet...
Janet popatrzyła na...
Mapa strony