W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Drugi z wątków w tym samym czasie dokonał rozpoznania wyrazów i przesłał wyniki do bardziej złożonej procedury rozumienia języka naturalnego. Ta w ułamku sekundy wyprodukowała zdanie, które po zamianie na sygnał wprawiło w ruch niebieską płytkę umieszczoną nad głową kobiety.
- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.
- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...
- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.
- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.
- No tak. Mike mi ich przyprowadził.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyraznego ranka, gdy spostrzegła za oknem szóstkę maszerujących dzieci. Nacisnęła guzik i pochyliła się nad jednym z dzieciaków.
- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.
Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.
Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przekręcił klucz. Na szczęk zamka odwróciła głowę, ale nie zaprotestowała. Wracając wziął od niej szklankę i rozparł się w fotelu. Chwilę pili w milczeniu. Później rozłożył ramiona i głośno westchnął.
- Janet, dlaczego tak mówisz?
- Bo właśnie tak było dawniej w Canyon Creek - powiedziała po chwili, ni to do siebie ni do Ortegi.
- W Canyon Creek. Jak dawniej, Jose?
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 41 42 43 44 45 14997 14998 14999
- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.
- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...
- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.
- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.
- No tak. Mike mi ich przyprowadził.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyraznego ranka, gdy spostrzegła za oknem szóstkę maszerujących dzieci. Nacisnęła guzik i pochyliła się nad jednym z dzieciaków.
- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.
Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.
Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przekręcił klucz. Na szczęk zamka odwróciła głowę, ale nie zaprotestowała. Wracając wziął od niej szklankę i rozparł się w fotelu. Chwilę pili w milczeniu. Później rozłożył ramiona i głośno westchnął.
- Janet, dlaczego tak mówisz?
- Bo właśnie tak było dawniej w Canyon Creek - powiedziała po chwili, ni to do siebie ni do Ortegi.
- W Canyon Creek. Jak dawniej, Jose?
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 41 42 43 44 45 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Niezłe tempo. - D...
- Ale co to są za d...
- To. - Malec wskaz...
- Nie uwaliłem się ...
- Witaj, Janet - li...
- Do Klispell?
...
- To dlaczego akura...
- Sprawdzam... OK. ...
- Z sierocińca? - z...
- Nie uwaliłem się ...
- Jest za co, Janet....
- OK, OK. - Mike ma...
- Ale co z tymi dzi...
- Do Klispell?
...
Mężczyźni zasiedli ...
- Moje dzieci? Psia ...
- To co, zgodzisz s...
- Poznajš.
- To ...
- Już przyszli. Chce...
Mapa strony
- Niezłe tempo. - D...
- Ale co to są za d...
- To. - Malec wskaz...
- Nie uwaliłem się ...
- Witaj, Janet - li...
- Do Klispell?
...
- To dlaczego akura...
- Sprawdzam... OK. ...
- Z sierocińca? - z...
- Nie uwaliłem się ...
- Jest za co, Janet....
- OK, OK. - Mike ma...
- Ale co z tymi dzi...
- Do Klispell?
...
Mężczyźni zasiedli ...
- Moje dzieci? Psia ...
- To co, zgodzisz s...
- Poznajš.
- To ...
- Już przyszli. Chce...
Mapa strony