- Tak, Janet. Jak dawniej. - Nie wyczuł jadowitego zabarwienia w głosie. Pociągnął tylko ze szklanki iuśmiechnął się do niej z daleka.
- A opiekun? - zapytała.
- Odbierze po wycieczce. Nie martwić się. Prowadzić.
Janet popatrzyła na strażników, ale wydawało się, że nie słyszeli ostatniej wypowiedzi, więc znów pochyliła się nad interkomem.
- Już przyszli. Chce pan ich oprowadzić, inżynierze Ortega.
- Ach, daj mi już spokój - odburknął wydobywający się z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz.
Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.
- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci widywały ojca. Jestem po prostu zaharowany. Wiesz, że robię to dla was, więc przestań. Omówimy to w domu. Teraz mam naradę. Muszę kończyć. Pa.
Krótki trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!
- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.
- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?
- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyrazleczkę. Muszę pomyśleć. - Ortega popatrzył przed siebie nogi. Plastikowe kółka przejechały kilka centymetrów, a guziki wytężyły wszystkie siły, żeby utrzymać brzuch za jasnokremową koszulą.
- Janet - westchnął - czemu od miesiąca robisz mi fochy? Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.
- No to co chcecie zobaczyć?
- To. - Malec wskazał na konsolę.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 42 43 44 45 46 14997 14998 14999
- A opiekun? - zapytała.
- Odbierze po wycieczce. Nie martwić się. Prowadzić.
Janet popatrzyła na strażników, ale wydawało się, że nie słyszeli ostatniej wypowiedzi, więc znów pochyliła się nad interkomem.
- Już przyszli. Chce pan ich oprowadzić, inżynierze Ortega.
- Ach, daj mi już spokój - odburknął wydobywający się z plastikowej skrzynki głos.
- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć.
Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz.
Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.
- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci widywały ojca. Jestem po prostu zaharowany. Wiesz, że robię to dla was, więc przestań. Omówimy to w domu. Teraz mam naradę. Muszę kończyć. Pa.
Krótki trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!
- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.
- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?
- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyrazleczkę. Muszę pomyśleć. - Ortega popatrzył przed siebie nogi. Plastikowe kółka przejechały kilka centymetrów, a guziki wytężyły wszystkie siły, żeby utrzymać brzuch za jasnokremową koszulą.
- Janet - westchnął - czemu od miesiąca robisz mi fochy? Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.
- No to co chcecie zobaczyć?
- To. - Malec wskazał na konsolę.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 42 43 44 45 46 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Nielubne? - Tony ...
- Jest za co, Janet....
Ortega nie widział ...
Gdy zmęczony zarząd...
- Jest za co, Janet...
- Chcesz się pobawi...
- Nie rób sobie jaj...
- Jeszcze nie.
...
- No tak. Mike mi i...
Ocknęła się i przez...
- No jak tam, dziec...
- No przecież sam m...
Ocknęła się i przez...
- Ja? Kiedy?
-...
- To tylko dzieci. J...
- Nie ma za co, Mar...
- No więc ta młodsz...
Trzej pracownicy spo...
- Chwileczkę. - Bro...
Mapa strony
- Nielubne? - Tony ...
- Jest za co, Janet....
Ortega nie widział ...
Gdy zmęczony zarząd...
- Jest za co, Janet...
- Chcesz się pobawi...
- Nie rób sobie jaj...
- Jeszcze nie.
...
- No tak. Mike mi i...
Ocknęła się i przez...
- No jak tam, dziec...
- No przecież sam m...
Ocknęła się i przez...
- Ja? Kiedy?
-...
- To tylko dzieci. J...
- Nie ma za co, Mar...
- No więc ta młodsz...
Trzej pracownicy spo...
- Chwileczkę. - Bro...
Mapa strony