- Weekend w Canyon Creek - odparła rzeczowo.
- Aleś się konkretna zrobiła, Janet. Nie tak prędko. Najpiew polej jeszcze po lufce.
Gdy przygotowywała drinki, podniósł się, podszedł do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.
- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.
- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.
- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.
- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym w płaski ekran - ...i wróciło.
- Dobrze. Załaduj. Ja czytam sektor za sektorem.
- I jak?
- Poszło. Dopisz źródła do wolnych. Później zmień tablicę alokacji.
- Poznają.
- To zmień tak, żeby nie poznali.
- Już.
- Sprawdzam... OK. Wyczyść logi.
- Logi czyste.
- No to finito. Czyścimy.
Przywrócenie pracowni do stanu poprzedniego trwało mniej niż minutę. Drugą zajęło pochowanie urządzeń do hakingu i doprowadzenie garderoby do ładu. Gdy tylko zamki błyskawiczne zakryły nagie ciała, stojący przy szybie malec usiadł przy konsoli i trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.
- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.
- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopiec wstał i złapał go za sweter.
Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem, a potem zadarł głowę.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 4573 4574 4575 4576 4577 14997 14998 14999