- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, a później wycelował w rozsuwane wejście po prawej. - Oni tu.
- Wiecie, czego chcecie. Nie ma co? - Mike wyciągnął z kieszeni kartę magnetyczną, przesunął ją w czytniku i zadarł głowę. - JayPeg, otwieraj! Wycieczka z sierocińca.
- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia, panie Lindquist.
- A jasna cholera tam - zdenerwował się nagle Mike. - Skontaktuj się z Ortegą. Niech mi da dostęp do całości albo sam się zajmie tą wycieczą.
Jeszcze nie skończył, gdy na biurku dyrektora rozdzwonił się telefon.
- Tak. Wiem o tym, JayPeg. Chwileczkę. Muszę pomyśleć. - Ortega popatrzył przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę i przeciągnął się. Szeroki uśmiech obwieszczał światu, że umiejętność zarządzania to nie jest rzecz nabyta, tylko dar od Boga.
- Brak autoryzacji, panie Lindquist.
- A jasna cholera tam - zdenerwował się nagle Mike. - Skontaktuj się z Ortegą. Niech mi da dostęp do całości albo sam się zajmie tą wycieczą.
Jeszcze nie skończył, gdy na biurku dyrektora rozdzwonił się telefon.
- Tak. Wiem o tym, JayPeg. Chwileczkę. Muszę pomyśleć. - Ortega popatrzył przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.
- Ale co się stało?
- Witam szefie - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuję i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.
- Bez lodu? - zdziwiła się.
- Tak. Wystarczy, że ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.
Siedząca za niewielkim biurkiem dziewczyna wzruszyła ramionami. - Może zadzwoń do Ortegi i powiedz mu o tym.
- Zadzwoń, zadzwoń - mruknął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.
- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?
- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem.
Po kilkunastu metrach trafiła na schody i trzymając się metalowej poręczy, zbiegła na parter. Zobaczyła ich od razu. Stali naprzeciw okrągłej recepcji. Wszyscy wyglądali prawie tak samo: granatowe kurtki z ortalionu były szczelnie dopięte pod szyją, a pomarańczowe kaptury zachodziły głęboko na oczy.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 44 45 46 47 48 14997 14998 14999
- Wiecie, czego chcecie. Nie ma co? - Mike wyciągnął z kieszeni kartę magnetyczną, przesunął ją w czytniku i zadarł głowę. - JayPeg, otwieraj! Wycieczka z sierocińca.
- Nie ma pan dostępu do tego pomieszczenia, panie Lindquist.
- A jasna cholera tam - zdenerwował się nagle Mike. - Skontaktuj się z Ortegą. Niech mi da dostęp do całości albo sam się zajmie tą wycieczą.
Jeszcze nie skończył, gdy na biurku dyrektora rozdzwonił się telefon.
- Tak. Wiem o tym, JayPeg. Chwileczkę. Muszę pomyśleć. - Ortega popatrzył przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę i przeciągnął się. Szeroki uśmiech obwieszczał światu, że umiejętność zarządzania to nie jest rzecz nabyta, tylko dar od Boga.
- Brak autoryzacji, panie Lindquist.
- A jasna cholera tam - zdenerwował się nagle Mike. - Skontaktuj się z Ortegą. Niech mi da dostęp do całości albo sam się zajmie tą wycieczą.
Jeszcze nie skończył, gdy na biurku dyrektora rozdzwonił się telefon.
- Tak. Wiem o tym, JayPeg. Chwileczkę. Muszę pomyśleć. - Ortega popatrzył przed siebie i kilka razy pokiwał głową. - JayPeg, wpuść tylko dzieciaki. Mike niech poczeka na zewnątrz. - Odłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.
- Ale co się stało?
- Witam szefie - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?
- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuję i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.
- Bez lodu? - zdziwiła się.
- Tak. Wystarczy, że ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.
Siedząca za niewielkim biurkiem dziewczyna wzruszyła ramionami. - Może zadzwoń do Ortegi i powiedz mu o tym.
- Zadzwoń, zadzwoń - mruknął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.
- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?
- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem.
Po kilkunastu metrach trafiła na schody i trzymając się metalowej poręczy, zbiegła na parter. Zobaczyła ich od razu. Stali naprzeciw okrągłej recepcji. Wszyscy wyglądali prawie tak samo: granatowe kurtki z ortalionu były szczelnie dopięte pod szyją, a pomarańczowe kaptury zachodziły głęboko na oczy.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 44 45 46 47 48 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Powiedzieć Ortedze...
Uniosła z niedowier...
- Skąd to wszystko ...
- Nie rób sobie jaj...
- No nareszcie - po...
- Chwileczkę. - Brod...
- A masz dzieci?
- Tak. Wiem o tym, ...
- Chodzi, żeby zdol...
Janet popatrzyła na...
- Rozumiecie coś z ...
- To tylko dzieci. ...
- Tak, Roger. Co się...
- Ale co z tymi dzi...
- Pomogłaś mi, Jane...
Drzwi odsunęły się....
- Wiecie, czego chc...
Programiści skinęli...
- Bergman. Awaria w...
Mapa strony
- Powiedzieć Ortedze...
Uniosła z niedowier...
- Skąd to wszystko ...
- Nie rób sobie jaj...
- No nareszcie - po...
- Chwileczkę. - Brod...
- A masz dzieci?
- Tak. Wiem o tym, ...
- Chodzi, żeby zdol...
Janet popatrzyła na...
- Rozumiecie coś z ...
- To tylko dzieci. ...
- Tak, Roger. Co się...
- Ale co z tymi dzi...
- Pomogłaś mi, Jane...
Drzwi odsunęły się....
- Wiecie, czego chc...
Programiści skinęli...
- Bergman. Awaria w...
Mapa strony