- Przestań, Jose. Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?
Głos po drugiej stronie, w miejscu oddzielonym od rudowłosej Janet nieodgadłą tajemnicą Sieci, siedział mistrz stanu w pisaniu na czas. Nie zwróciła na to uwagi. Otarła łzę wierzchem dłoni i położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym w płaski ekran - ...i wróciło.
- Dobrze. Załaduj. Ja czytam sektor za sektorem.
- I jak?
- Poszło. Dopisz źródła do wolnych. Później zmień tablicę alokacji.
- Poznają.
- To zmień tak, żeby nie poznali.
- Już.
- Sprawdzam... OK. Wyczyść logi.
- Logi czyste.
- No to finito. Czyścimy.
Przywrócenie pracowni do stanu poprzedniego trwało mniej niż minutę. Drugą zajęło pochowanie urządzeń do hakingu i doprowadzenie garderoby do ładu. Gdy tylko zamki błyskawiczne zakryły nagie ciała, stojący przy szybie malec usiadł przy konsoli i trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.
- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.
- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopiec wstał i złapał go za sweter.
Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem, a potem zadarł głowę.
- JayPeg! Połącz się z Janet, Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.
- Przyjąłem - potwierdził drugi i rozłożył ręce.
- Siku. - Jeden z chłopców szarpał go za rękaw.
- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.
Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.
- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.
- U mnie też czysto - potwierdził drugi i rozłożył ręce.
- Siku. - Jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 47 48 49 50 51 14997 14998 14999