- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.
- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę i przeciągnął się leniwie, a potem zatarł dłonie i uśmiechnął, jak wygłodzony niemowlak do smoczka.
Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
- Zgodzisz się?
- Tak, Janet. Jak dawniej. - Nie wyczuł jadowitego zabarwienia w głosie. Pociągnął tylko ze szklanki iuśmiechnął się do niej z daleka.
- A opiekun? - zapytała.
- Jaki opiekun?
- A nie było z nimi wychowawcy?
- Nie.
- To jak przyszły?
- A normalnie. - Strażnik przeciągną w zamyśleniu dłonią po siwiejącym wąsie. - Mówię ci, coś tu jest nie tak.
- Co, Terry? Co jest nie tak? - Stanley ziewnął ze znużeniem. Kilka tysięcy wieczorów przed telewizorem z górą frytek i piwem do reszty zdołały stępić niezbyt lotny od urodzenia mózg.
- Gdybym wiedział co, to bym się ciebie nie pytał.
- E tam, gadanie. Dzieci jak dzieci. Jedne są wesołe, a inne nie. Może oglądasz za dużo horrorów? - Obejrzał się, czy nikt nie idzie, i rozczapierzył ręce. Potem wywrócił białka oczu do góry i sztywnym krokiem zaczął się zbliżaćdo kolegi. Z bladą twarzą i wystającym brzuchem wyglądał jak karykatura Frankensteina. - Obcy są wśród nas. Rozkaz, zniszczyć Ziemian.
- Nie rób sobie jaj. Jeszcze coś wykraczesz i dopiero będzie. Tak tylko mówiłem.
Dialogu ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.
- Witam w laboratoriach Lakeside Software.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 48 49 50 51 52 14997 14998 14999
- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę i przeciągnął się leniwie, a potem zatarł dłonie i uśmiechnął, jak wygłodzony niemowlak do smoczka.
Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
- Zgodzisz się?
- Tak, Janet. Jak dawniej. - Nie wyczuł jadowitego zabarwienia w głosie. Pociągnął tylko ze szklanki iuśmiechnął się do niej z daleka.
- A opiekun? - zapytała.
- Jaki opiekun?
- A nie było z nimi wychowawcy?
- Nie.
- To jak przyszły?
- A normalnie. - Strażnik przeciągną w zamyśleniu dłonią po siwiejącym wąsie. - Mówię ci, coś tu jest nie tak.
- Co, Terry? Co jest nie tak? - Stanley ziewnął ze znużeniem. Kilka tysięcy wieczorów przed telewizorem z górą frytek i piwem do reszty zdołały stępić niezbyt lotny od urodzenia mózg.
- Gdybym wiedział co, to bym się ciebie nie pytał.
- E tam, gadanie. Dzieci jak dzieci. Jedne są wesołe, a inne nie. Może oglądasz za dużo horrorów? - Obejrzał się, czy nikt nie idzie, i rozczapierzył ręce. Potem wywrócił białka oczu do góry i sztywnym krokiem zaczął się zbliżaćdo kolegi. Z bladą twarzą i wystającym brzuchem wyglądał jak karykatura Frankensteina. - Obcy są wśród nas. Rozkaz, zniszczyć Ziemian.
- Nie rób sobie jaj. Jeszcze coś wykraczesz i dopiero będzie. Tak tylko mówiłem.
Dialogu ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.
- Witam w laboratoriach Lakeside Software.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 48 49 50 51 52 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Pomogłaś mi, Jane...
- Ale dlaczego, dyr...
- Ba! - Mike wzniós...
- Pytałem, w co lubi...
- No, chciałem tylk...
Jeszcze nie sończył...
- Sam sobie zrób, du...
- Bergman. Awaria w...
- Polecenie Ortegi,...
- A jasna cholera t...
- Jeszcze nie.
...
- Jeszcze nie.
...
- Co, co? Masz się z...
Głos po drugiej str...
- No to co chcecie ...
- Tak. Dziękujemy - ...
Programiści skinęli...
- Co jest, Mike? - z...
- Trzech chłopców? ...
Mapa strony
- Pomogłaś mi, Jane...
- Ale dlaczego, dyr...
- Ba! - Mike wzniós...
- Pytałem, w co lubi...
- No, chciałem tylk...
Jeszcze nie sończył...
- Sam sobie zrób, du...
- Bergman. Awaria w...
- Polecenie Ortegi,...
- A jasna cholera t...
- Jeszcze nie.
...
- Jeszcze nie.
...
- Co, co? Masz się z...
Głos po drugiej str...
- No to co chcecie ...
- Tak. Dziękujemy - ...
Programiści skinęli...
- Co jest, Mike? - z...
- Trzech chłopców? ...
Mapa strony