- No co za cham! - Mike wziął się pod boki i spojrzał na chłopców. - Słyszałyście? Wy możecie, a ja nie.
Drzwi odsunęły się. Stojący za nimi analityk miał bladą twarz.
- Co jest, Mike? - zapytał.
- Nic, Roger. Masz tu trzy kałamarze. Pobaw się z nimi.
- Co?
- Co, co? Masz się zająć dziećmi i koniec.
- Zwariowałeś?
- Ja zwariowałem!? Pogadaj z Ortim. To jego pomysł.
- Ale co ja mam z nimi robić?
- A rób sobie co chcesz. Mnie to lata.
- To dzieci Ortegi?
- A bo ja wiem? - odparł Mike, a potem przymrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na niego.
- No, te dzieci.
- Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Wielki Orti każe wpuszczać, to wpuszczamy. Co w tym dziwnego?
- A masz dzieci?
- Jeszcze nie.
- A ja już odchowałem trójkę. Najstarszy będzie trochę młodszy od ciebie. Powiem ci jedno, Stanley, te dzieciaki są inne. Widziałeś, że one w ogóle się nie śmiały. Nawet nie gadały ze sobą. Stały jak cielaki w rzeźni.
- Wydawało ci się, Terry.
- Nie. - Strażnik wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.
Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła metalowych drzwi.
- Witam w Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?
W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Drugi z wątków w tym samym czasie dokonał rozpoznania wyrazów i przesłał wyniki do bardziej złożonej procedury rozumienia języka naturalnego. Ta w ułamku sekundy wyprodukowała zdanie, które po zamianie na sygnał wprawiło w ruch niebieską płytkę umieszczoną nad głową kobiety.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 52 53 54 55 56 14997 14998 14999
Drzwi odsunęły się. Stojący za nimi analityk miał bladą twarz.
- Co jest, Mike? - zapytał.
- Nic, Roger. Masz tu trzy kałamarze. Pobaw się z nimi.
- Co?
- Co, co? Masz się zająć dziećmi i koniec.
- Zwariowałeś?
- Ja zwariowałem!? Pogadaj z Ortim. To jego pomysł.
- Ale co ja mam z nimi robić?
- A rób sobie co chcesz. Mnie to lata.
- To dzieci Ortegi?
- A bo ja wiem? - odparł Mike, a potem przymrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na niego.
- No, te dzieci.
- Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Wielki Orti każe wpuszczać, to wpuszczamy. Co w tym dziwnego?
- A masz dzieci?
- Jeszcze nie.
- A ja już odchowałem trójkę. Najstarszy będzie trochę młodszy od ciebie. Powiem ci jedno, Stanley, te dzieciaki są inne. Widziałeś, że one w ogóle się nie śmiały. Nawet nie gadały ze sobą. Stały jak cielaki w rzeźni.
- Wydawało ci się, Terry.
- Nie. - Strażnik wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.
Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła metalowych drzwi.
- Witam w Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?
W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Drugi z wątków w tym samym czasie dokonał rozpoznania wyrazów i przesłał wyniki do bardziej złożonej procedury rozumienia języka naturalnego. Ta w ułamku sekundy wyprodukowała zdanie, które po zamianie na sygnał wprawiło w ruch niebieską płytkę umieszczoną nad głową kobiety.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 52 53 54 55 56 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Tak, Roger. Co si...
- Chwileczkę. - Bro...
- To dlaczego akura...
- To dlaczego akura...
- E tam, gadanie. D...
- Ale dyrektorze, u...
- Powiedzieć Ortedz...
- Nie ma sprawy, sz...
Trzej pracownicy spo...
- Bergman. Awaria w...
- wietnie. Po prost...
- Przyjąłem - potwi...
- Świetnie. Po pros...
- Ale ja się przeci...
- Dziwne te dziecia...
- Dobrze. - Wzięła g...
Echo jęczšcego blatu...
- Tak. Nie mogą się...
- No przecież sam m...
Mapa strony
- Tak, Roger. Co si...
- Chwileczkę. - Bro...
- To dlaczego akura...
- To dlaczego akura...
- E tam, gadanie. D...
- Ale dyrektorze, u...
- Powiedzieć Ortedz...
- Nie ma sprawy, sz...
Trzej pracownicy spo...
- Bergman. Awaria w...
- wietnie. Po prost...
- Przyjąłem - potwi...
- Świetnie. Po pros...
- Ale ja się przeci...
- Dziwne te dziecia...
- Dobrze. - Wzięła g...
Echo jęczšcego blatu...
- Tak. Nie mogą się...
- No przecież sam m...
Mapa strony