- Ale co z tymi dzieciakami?
- To tylko dzieci. Jedź! Zaraz ktoś cię zmieni. - Połączenie zosało przerwane. Bergman opuścił komórkę i chwilę stał, jakby się wahał, a później wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.
Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.
- Witam w laboratoriach Lakeside Software. W czym mogę pomóc?
- Witaj JayPeg - odparła, zadzierając głowę. - Czy możesz wywołać Mike'a?
W czasie krótszym niż mrugnięcie oka, autonomiczny podzespół programu przetwrzył uderzające w niebieską płytkę drgania powietrza w impulsy elektryczne. Te po wzmocnieniu i normalizacji zmieniły się w sunący potok cyfr. Gdy pierwsza z liczb trafiła w mikroprocesorowe serce doxera, myślenie maszyny rozdwoiło się. Jeden tor przeprowadził analizę widmową. Uzyskane wyniki porównał z próbkami głosów autoryzowanych użytkowników. Okazało się, że barwa nie może należeć do nikogo innego jak tylko do sekretarki, panny Janet Braxton. Drugi z wątków w tym samym czasie dokonał rozpoznania wyrazów i przesłał wyniki do bardziej złożonej procedury rozumienia języka naturalnego. Ta w ułamku sekundy wyprodukowała zdanie, które po zamianie na sygnał wprawiło w ruch niebieską płytkę umieszczoną nad głową kobiety.
- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.
- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...
- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.
- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.
- No tak. Mike mi ich przyprowadził.
- To dlaczego mówisz, że to moje dzieci!? To ta wycieczka. Zajmij się nimi i nie zawracaj mi więcej głowy takimi pierdołami! - Ortega trzasnął słuchawką i wyczerpany opadł na fotel.
Echo jęczącego blatu nie dotarło pod wejście w końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego. Trójka dzieciaków stała w rządku i z uwagą przypatrywała się brodatej twarzy. Manager nosił przydługi sweter i miał ognistorudą czuprynę.
- Ale co to są za dzieci? - zapytał. - Przecież Lakeside to największa dziura w całej Montanie. Nie mogą zwiedzać czegoś innego? W okolicy jest tyle pięknych miejsc. Dlaczego sierociniec się uparł, żeby pokazać dzieciakom firmę softwarową? Co tu jest ciekawego do oglądania?
Dopiła drinka, a później odłożyła pustą szklankę na blat.
- Weekend w Canyon Creek - powiedziała po chwili, ni to do siebie ni do Ortegi.
- W Canyon Creek. Jak dawniej, Janet.
- Hm, Ortega, mówisz, jak dawniej, w Canyon Creek - odparła rzeczowo.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 63 64 65 66 67 14997 14998 14999