W środku chłopcy uformowali dwuszereg. W przeszklonych pomieszczeniach raz po raz napotykali zdziwione spojrzenia projektantów, analityków, koderów i innych specjalistów tkających delikatną przędzę cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił w stronę wycieczki.
- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać?
- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton - uśmiechnął się do niej z daleka.
- A opiekun? - zapytała.
- Odbierze po wycieczce. Nie martwić się. Prowadzić.
Janet popatrzyła na strażników, ale wydawało się, że nie słyszeli ostatniej wypowiedzi, więc znów pochyliła się nad chłopcem.
- Jak się nazywasz?
- Mark.
- Dobrze. - Wzięła go za rękę i ruszyła w stronę schodów. - To chodźmy Mark i cała reszta.
Gdy zniknęli na półpiętrze, starszy z ochroniarzy klepnął w ramię kolegę.
- Dziwne te dzieciaki, nie Stanley?
- Co? - Strżnik odłożył papierową listę i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głową.
- Nie mam pojęcia.
- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?
- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę.
Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony.
- Bergman. Awaria w Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 67 68 69 70 71 14997 14998 14999
- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać?
- My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton - uśmiechnął się do niej z daleka.
- A opiekun? - zapytała.
- Odbierze po wycieczce. Nie martwić się. Prowadzić.
Janet popatrzyła na strażników, ale wydawało się, że nie słyszeli ostatniej wypowiedzi, więc znów pochyliła się nad chłopcem.
- Jak się nazywasz?
- Mark.
- Dobrze. - Wzięła go za rękę i ruszyła w stronę schodów. - To chodźmy Mark i cała reszta.
Gdy zniknęli na półpiętrze, starszy z ochroniarzy klepnął w ramię kolegę.
- Dziwne te dzieciaki, nie Stanley?
- Co? - Strżnik odłożył papierową listę i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głową.
- Nie mam pojęcia.
- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?
- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę.
Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony.
- Bergman. Awaria w Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 67 68 69 70 71 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Powiedzieć Ortedz...
- Nic nie widzę, sz...
Programiści skinęli...
- Dobrze, mały. Zar...
- Kim jesteś? - wpi...
Gdy przygotowywała d...
- Co jest, Mike? - ...
- No tak. Mike mi i...
- To jak przyszły?<...
W środku chłopcy uf...
- Nic nie widzę, sz...
- A ja już odchował...
Trzej pracownicy sp...
Programiści skinęli...
- Ale co się stało?...
- Nie ma za co, Mark...
- Bergman. Awaria w...
- Ale ja się przeci...
- To tylko dzieci. ...
Mapa strony
- Powiedzieć Ortedz...
- Nic nie widzę, sz...
Programiści skinęli...
- Dobrze, mały. Zar...
- Kim jesteś? - wpi...
Gdy przygotowywała d...
- Co jest, Mike? - ...
- No tak. Mike mi i...
- To jak przyszły?<...
W środku chłopcy uf...
- Nic nie widzę, sz...
- A ja już odchował...
Trzej pracownicy sp...
Programiści skinęli...
- Ale co się stało?...
- Nie ma za co, Mark...
- Bergman. Awaria w...
- Ale ja się przeci...
- To tylko dzieci. ...
Mapa strony