- No to wracam, dyrektorze. - Dziewczyna uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.
- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyrazw pisaniu na czas. Nie zwróciła na to uwagi. Otarła łzę wierzchem dłoni i położyła dłonie na klawiaturze.
- Czego chcesz?
- Już mówiłem. Namów Ortegę na wycieczkę. Tylko sześć dzieci. Z sierocińca. Chłopcy. Jutro. Dziewiąta rano. Na pewno dasz radę. Pomóż dzieciom, Janet. Wpisz OK, albo kończę. Wtedy marzenia: pa, pa.
Położyła ręce na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stała Janet i uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.
- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.
- To dlaczego mówisz, że to moje dzieci!? To ta wycieczka. Zajmij się nimi i nie zawracaj mi więcej głowy takimi pierdołami! - Ortega trzasnął słuchawką i wyczerpany opadł na fotel.
Echo jęczącego blatu nie dotarło pod wejście w końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton - uśmiechnął się porozumiewawczo. - No, domyśl.
Rudzielec przez chwilę tarmosił brodę, a później pokręcił przecząco głową.
- Nie mam pojęcia.
- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?
- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 70 71 72 73 74 14997 14998 14999
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.
- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.
- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdy wyrazw pisaniu na czas. Nie zwróciła na to uwagi. Otarła łzę wierzchem dłoni i położyła dłonie na klawiaturze.
- Czego chcesz?
- Już mówiłem. Namów Ortegę na wycieczkę. Tylko sześć dzieci. Z sierocińca. Chłopcy. Jutro. Dziewiąta rano. Na pewno dasz radę. Pomóż dzieciom, Janet. Wpisz OK, albo kończę. Wtedy marzenia: pa, pa.
Położyła ręce na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stała Janet i uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?
- Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.
- Nie ma za co, Mark - odparła.
- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugał, jakby chciał się upewnić, że w dalszym ciągu dobrze słyszy.
- Świetnie. Po prostu świetnie, dyrektorze.
- To dlaczego mówisz, że to moje dzieci!? To ta wycieczka. Zajmij się nimi i nie zawracaj mi więcej głowy takimi pierdołami! - Ortega trzasnął słuchawką i wyczerpany opadł na fotel.
Echo jęczącego blatu nie dotarło pod wejście w końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.
- Już są, panno Braxton - uśmiechnął się porozumiewawczo. - No, domyśl.
Rudzielec przez chwilę tarmosił brodę, a później pokręcił przecząco głową.
- Nie mam pojęcia.
- Pomyśl, Tony - naprowadzał Mike. - Czyje dziei mają takie uprawnienia jak sam Ortega?
- Ortegi? - Brodacz przekrzywił głowę i zmrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.
- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 70 71 72 73 74 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- No co za cham! - ...
- Co, co? Masz się ...
- Siku. - Jeden z c...
- No jak tam, dzieci...
- Prześlij źródła d...
- Ba! - Mike wzniós...
- Jeszcze nie.
-...
Panoramiczne okno z...
- Dziękuję. - Odpow...
- Co jest, Tony? - ...
- A masz dzieci?
- Masz kody? - zapyt...
- Nie mam pojęcia.<...
Gdy zniknęli na pół...
- Do domu. - Dzieci...
- No przecież sam m...
- No, chciałem tylk...
- Masz kody? - zapyt...
- Kim jesteś? - wpi...
Mapa strony
- No co za cham! - ...
- Co, co? Masz się ...
- Siku. - Jeden z c...
- No jak tam, dzieci...
- Prześlij źródła d...
- Ba! - Mike wzniós...
- Jeszcze nie.
-...
Panoramiczne okno z...
- Dziękuję. - Odpow...
- Co jest, Tony? - ...
- A masz dzieci?
- Masz kody? - zapyt...
- Nie mam pojęcia.<...
Gdy zniknęli na pół...
- Do domu. - Dzieci...
- No przecież sam m...
- No, chciałem tylk...
- Masz kody? - zapyt...
- Kim jesteś? - wpi...
Mapa strony