- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.
- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopiec wstał i złapał go za sweter.
- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.
- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na niego.
- No, te dzieci.
- Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Jedne są wesołe, a inne nie. Może oglądasz za dużo horrorów? - Obejrzał się, czy nikt nie idzie, i rozczapierzył ręce. Potem wywrócił białka oczu do góry i sztywnym krokiem zaczął się zbliżaćdo kolegi. Z bladą twarzą i wystającym brzuchem wyglądał jak karykatura Frankensteina. - Obcy są wśród nas. Rozkaz, zniszczyć Ziemian.
- Nie rób sobie jaj. Jeszcze coś wykraczesz i dopiero będzie. Tak tylko mówiłem.
Dialogu ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.
- Witam w laboratoriach Lakeside Software, słucham.
- Tu Beatrice Ortega - odpowiedział piskliwy głosik. - Poproszę z mężem.
- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.
Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.
- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.
- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stała Janet i uśmiechała się już bardzo szeroko.
- Sam sobie zrób, dupku - powiedziała, wyraźnie akcentując każdy wyrazobić. - Janet wzruszyła ramionami i rozłączyła się. Nosiła proste, rude włosy do ramion. Okulary w cienkich drucianych oprawkach miały zapewne przydać jej powabu intelektualistki, ale nie robiły tego. Na szczęście Janet należała do tego rzadkiego typu kobiet, które pozostają piękne nawet w kreacji ze zgrzebnego wora. Przed nią stał płaski ekran, którego centralną część zajmował otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się zbyt prędko nawet, gdyby po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.
- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 77 78 79 80 81 14997 14998 14999
- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopiec wstał i złapał go za sweter.
- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.
- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.
- Do Klispell?
- No przecież sam mi pan kazał.
- Ja? Kiedy?
- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?
- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na niego.
- No, te dzieci.
- Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Jedne są wesołe, a inne nie. Może oglądasz za dużo horrorów? - Obejrzał się, czy nikt nie idzie, i rozczapierzył ręce. Potem wywrócił białka oczu do góry i sztywnym krokiem zaczął się zbliżaćdo kolegi. Z bladą twarzą i wystającym brzuchem wyglądał jak karykatura Frankensteina. - Obcy są wśród nas. Rozkaz, zniszczyć Ziemian.
- Nie rób sobie jaj. Jeszcze coś wykraczesz i dopiero będzie. Tak tylko mówiłem.
Dialogu ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła ich dłonią. Głos płynął wprost z umieszczonej nad wejściem kratki.
- Witam w laboratoriach Lakeside Software, słucham.
- Tu Beatrice Ortega - odpowiedział piskliwy głosik. - Poproszę z mężem.
- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.
Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.
- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.
- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stała Janet i uśmiechała się już bardzo szeroko.
- Sam sobie zrób, dupku - powiedziała, wyraźnie akcentując każdy wyrazobić. - Janet wzruszyła ramionami i rozłączyła się. Nosiła proste, rude włosy do ramion. Okulary w cienkich drucianych oprawkach miały zapewne przydać jej powabu intelektualistki, ale nie robiły tego. Na szczęście Janet należała do tego rzadkiego typu kobiet, które pozostają piękne nawet w kreacji ze zgrzebnego wora. Przed nią stał płaski ekran, którego centralną część zajmował otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.
- Witaj, Janet - litery pojawiały się zbyt prędko nawet, gdyby po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.
- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 77 78 79 80 81 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Ma oprowadzić wyci...
- Ale, szefie, ja j...
- To dlaczego mówis...
- Siku. - Jeden z c...
- Łączę, dyrektorze...
Uniosła z niedowier...
- Słucham?
- P...
- Nieślubne? - Tony...
- No to co chcecie ...
- No jak to, kiedy?...
- Gdybym wiedział c...
- U mnie też czysto...
- No jak tam, dziec...
- No jak to, kiedy?...
- No jak tam, dziec...
- Tu Beatrice Orteg...
- Domyśl się, Tony....
- Moje dzieci? Psia...
- To co, zgodzisz s...
Mapa strony
- Ma oprowadzić wyci...
- Ale, szefie, ja j...
- To dlaczego mówis...
- Siku. - Jeden z c...
- Łączę, dyrektorze...
Uniosła z niedowier...
- Słucham?
- P...
- Nieślubne? - Tony...
- No to co chcecie ...
- No jak to, kiedy?...
- Gdybym wiedział c...
- U mnie też czysto...
- No jak tam, dziec...
- No jak to, kiedy?...
- No jak tam, dziec...
- Tu Beatrice Orteg...
- Domyśl się, Tony....
- Moje dzieci? Psia...
- To co, zgodzisz s...
Mapa strony