- Ale zgodzisz sę?
- Najpierw usiądź, Janet.
Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony niemowlak do smoczka.
Janet przymknęła oczy i odchyliła się do tyłu, ale po chwili opanowała się, chwyciła w dłonie łysiejącą głowę i odsunęła go na bezpieczną odległość.
- Zgodzisz się?
- Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.
- Ale najpierw, Jose.
- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji.
- Najpierw cię połączę z sierocińcem.
- Zwariowałaś? W takiej chwili?
- No to wracam, dyrektorze. - Dziewczyna zsunęła poły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.
- Dobrze, już dobrze, kobeto, łącz mnie, skoro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet.
Dziewczyna uśmiechała się.
- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka?


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 8071 8072 8073 8074 8075 14997 14998 14999