- Ale ja się przecież nie kłócę, Janet. Proszę cię tylko, żebyś na razie nie łączyła. Po prostu powiedz im, że się zastanowię i oddzwonię. Aha i wpadnij do mnie. - Nie czekając na odpowiedź,przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później przełknął ślinę i spojrzał najpierw na prześwit pomiędzy jej udami, a później na puste naczynie na tacy.
- Może sobie też nalejesz malucha? - zapytał pośpiesznie.
Zerknęła spod opuszczonych rzęs i bez słowa przyrządziła drinka. Upiła niewielki łyk i odłożyła szklankę na blat.
- Weekend w Canyon Creek - powiedziała po chwili, ni to do siebie ni do Ortegi.
- W Canyon Creek. Jak dawniej, Janet.
- Hm, Ortega, mówisz, jak dawniej, w Canyon Creek - odparła rzeczowo.
- Ale w zimie nie ma tam wędkarzy.
- Nie bądź żałosny, Jose.
- Chodzi ci o wycieczkę, tak?
Spojrzała bystro, ale nic nie odpowiedziała.
- Zupełnie nie mogę zrozumieć, co cię napadło. W Montanie jest tyle pięknych miejsc.
Panoramiczne okno za jego plecami wycinało w surowym górskim krajobrazie kadr tak idylliczny, że z powodzeniem mógłby stanowić treść tandetnego landszaftu. Po ostatnim zdaniu wolna ręka mężczyzny zatoczyła koło, jakby ten gest mógł przekazać rozmówcy cały urok otoczonego skalistymi szczytami jeziora, a on sam odchylił się do tyłu i kiwając twierdząco głową, położył nogi na biurku. - Wczoraj był odjechany dzień, ale dziś to już kompletnie wszystkim odwala od samego rana.
Gdy zmęczony zarządzaniem Ortega ocierał czoło, w pomieszczeniu sekcji programowania systemowego. Trójka dzieciaków stała w rządku i z uwagą przypatrywała się brodatej twarzy. Manager nosił przydługi sweter i miał ognistorudą czuprynę.
- Ale co to są za dzieci? - zapytał. - Przecież tutaj nikt nie ma wstępu.
- Domyśl się, Tony. - Mike uśmiechnął się do niej z daleka.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 79 80 81 82 83 14997 14998 14999
- Może sobie też nalejesz malucha? - zapytał pośpiesznie.
Zerknęła spod opuszczonych rzęs i bez słowa przyrządziła drinka. Upiła niewielki łyk i odłożyła szklankę na blat.
- Weekend w Canyon Creek - powiedziała po chwili, ni to do siebie ni do Ortegi.
- W Canyon Creek. Jak dawniej, Janet.
- Hm, Ortega, mówisz, jak dawniej, w Canyon Creek - odparła rzeczowo.
- Ale w zimie nie ma tam wędkarzy.
- Nie bądź żałosny, Jose.
- Chodzi ci o wycieczkę, tak?
Spojrzała bystro, ale nic nie odpowiedziała.
- Zupełnie nie mogę zrozumieć, co cię napadło. W Montanie jest tyle pięknych miejsc.
Panoramiczne okno za jego plecami wycinało w surowym górskim krajobrazie kadr tak idylliczny, że z powodzeniem mógłby stanowić treść tandetnego landszaftu. Po ostatnim zdaniu wolna ręka mężczyzny zatoczyła koło, jakby ten gest mógł przekazać rozmówcy cały urok otoczonego skalistymi szczytami jeziora, a on sam odchylił się do tyłu i kiwając twierdząco głową, położył nogi na biurku. - Wczoraj był odjechany dzień, ale dziś to już kompletnie wszystkim odwala od samego rana.
Gdy zmęczony zarządzaniem Ortega ocierał czoło, w pomieszczeniu sekcji programowania systemowego. Trójka dzieciaków stała w rządku i z uwagą przypatrywała się brodatej twarzy. Manager nosił przydługi sweter i miał ognistorudą czuprynę.
- Ale co to są za dzieci? - zapytał. - Przecież tutaj nikt nie ma wstępu.
- Domyśl się, Tony. - Mike uśmiechnął się do niej z daleka.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 79 80 81 82 83 14997 14998 14999
Opowiadania - strona główna
- Ale dyrektorze, u...
- A opiekun? - zapyt...
Mężczyźni zasiedli ...
- Pięknie pachniesz...
- Nie ma sprawy, sz...
- Nie uwaliłem się j...
- Kim jeste? - wpis...
- Tak wyszło, Bergm...
Metamorfoza dokonał...
- Tak. Wystarczy, ż...
- Moje dzieci? Psia...
- A nie było z nimi...
- A normalnie. - Str...
Drzwi odsunęły się....
Ocknęła się i przez...
- Tu Beatrice Orteg...
- Już wszyscy wyszl...
- A, Roger - żachnšł...
- Ale co ja mam z ni...
Mapa strony
- Ale dyrektorze, u...
- A opiekun? - zapyt...
Mężczyźni zasiedli ...
- Pięknie pachniesz...
- Nie ma sprawy, sz...
- Nie uwaliłem się j...
- Kim jeste? - wpis...
- Tak wyszło, Bergm...
Metamorfoza dokonał...
- Tak. Wystarczy, ż...
- Moje dzieci? Psia...
- A nie było z nimi...
- A normalnie. - Str...
Drzwi odsunęły się....
Ocknęła się i przez...
- Tu Beatrice Orteg...
- Już wszyscy wyszl...
- A, Roger - żachnšł...
- Ale co ja mam z ni...
Mapa strony